Obozy na Pojezierzu Wałeckim
W zeszłym roku wysłałem syna po raz pierwszy na obóz letni.
Jestem z Trójmiasta i ktoś polecił mi pewną gdańską firmę, z którą jego dzieci jeżdżą
i są zadowolone. Pomyślałem, że warto spróbować - taki obóz to dla Młodego nie lada wyzwanie. Ale czy tylko dla Młodego? Rzeczywistość szybka pokazała, że nie. Obóz okazał się większym wyzwaniem
dla mnie i dla żony niż dla niego. To my tęskniliśmy i było nam bez niego jakoś tak dziwnie.
A on? Zadzwoniłem do niego po dwóch dniach (oczywiście to on miał dzwonić, ale jakoś zapomniał)
i dowiedziałem się, że teraz nie może ze mną rozmawiać, bo się bawi. Gra z chłopakami w jakąś piłkę.
No pięknie. Myślałem, że się rozpłaczę (no dobra, trochę przesadzam, ale chyba umiecie sobie wyobrazić
co czuje ojciec wysyłający syna na obóz i nagle czujący, że schodzi na drugi plan w życiu dziecka).
W każdym razie - przechodząc do konkluzji - chłopak wrócił z obozu niezwykle szczęśliwy.
Zadowolony jestem i ja. Na szczęście nie mam większych radości nad radość mojego dziecka.